Rozdział 2.



Rozdział 2
„Czekając w niebie na szczęście.”

Drzemaliśmy tak dopóki nie obudził nas jakiś huk. Było późno w nocy i w szpitalu było bardzo cicho, i ten hałas mnie zaniepokoił. Ocknęłam się i przy okazji obudziłam Niall'a. Wstaliśmy i poszliśmy tam, skąd dobiegł hałas. Szczerze mówiąc, byłam zaniepokojona, bo wszystko mogło się zdarzyć. Zobaczyliśmy pielęgniarkę leżącą na podłodze. Podbiegłam i zorientowałam się, że zemdlała. Położyłam ją na plecach a blondynowi kazałam aby klęknął i położył jej głowę na jego kolanach. Poszłam po wodę, aby dać się jej napić gdy się obudzi. Nie czekaliśmy długo. Jak otworzyła oczy, to podałam jej kubeczek.

-Dziękuję – powiedziała. -  Ni, co ty tutaj robisz?

-El, mógłbym zapytać ciebie o to samo.
Jak tak się przywitali poczułam jakby lekkie ukłucie w sercu. Nie.. to nie możliwe, bym była zazdrosna o chłopaka, którego znam ledwie parę godzin.

-Jestem tutaj stażystką i mam dyżur. Louis ci nie opowiadał?

-Nie mam z nim kontaktu od paru dni.- westchnął.

-Nie ważne. A ty co tutaj robisz?

-Moi rodzice mieli wypadek i nie skończyło się to dobrze. Zmarli dziś w nocy.

-O Boże.. Niall.-powiedziała i go natychmiast przytuliła.-Przykro mi naprawdę. Rano zadzwonię do Lousia i poproszę by po ciebie przyjechał.

-Dziękuję ci, ale nie rób sobie kłopotu. Poradzę sobie sam. Tak w ogóle to, to jest Kate, a to Eleanor.- powiedział wskazując na mnie i na nią.

-Miło mi-odpowiedziałam.

-Mnie również i dziękuję wam, że mi pomogliście.-zaśmiała się.

Wstaliśmy wszyscy i pożegnaliśmy się bo El musiała wracać do pracy. Ja i Niall, powróciliśmy na nasze miejsce. Była 4:30 a ja byłam wypoczęta, o ile tak to można nazwać. Tak się zastanawiałam, dlaczego w tym szpitalu jest tak kolorowo, skoro umierają tu ludzie. Siedzę tutaj i nie wiem na co czekam, skoro i tak okaże się, że i tak zostanę sama. Czuję się beznadziejnie. Tak jakby ktoś odebrał mi część mnie. Przekroił na pół i sobie zabrał. Bez sensu. Zobaczyłam tylko grupkę lekarzy, biegnących na salę dziecięcą. Serce mi podskoczyło do góry i poleciałam za nimi. Nie pozwolili mi tam wejść, ale przez szybę widziałam jak mój brat umiera. Świat mi się załamywał, nawet nie wiedziałam co mam zrobić.  Usłyszałam jak lekarz mówi „czas zgonu 4:38”. Nie wierzyłam w to ale była to prawda. Nie wiedziałam co mam robić. Czy znów płakać, czy udać, że nic się nie dzieje. Usiadłam na ławce i zaczęłam płakać bo dowiedziałam się również, że mama też zmarła na śnie. Nigdy się tak nie czułam jak dziś. Co ja mam teraz zrobić? Nawet nie mam do kogo zadzwonić i poinformować ich o pogrzebie. Babcia i dziadek i tak będą mieć to gdzieś, bo nasza rodzina ich nigdy nie obchodziła od czasu gdy mama wyszła za tatę. Nawet nam kartek na święta nie wysyłali. Nie wiedziałam jak oni wyglądają i czy w ogóle jeszcze żyją. Jest już 8:50 a ja jestem całkiem sama. Nie wiem co mam teraz ze sobą zrobić. Przez to wszystko nawet płakać mi się nie chce bo nie mam nawet na to sił. Teraz co muszę zrobić to zadzwonić do Michael'a i powiedzieć co się dzieje. Nie widziałam nigdzie Niall'a i pomyślałam, że już poszedł, dlatego poszłam do łazienki. Obmyłam twarz wodą i wyszłam na zewnątrz aby zadzwonić. Wybrałam numer i usłyszałam tylko „abonent czasowo niedostępny”. Przeklęłam pod chciałam już wejść, ale usłyszałam, że ktoś za mną woła.

-Ej! Kate-odwróciłam się, bo usłyszałam biegnącego blondyna. Tak bardzo chciało mi się śmiać z jego fryzury. Jego idealnie ułożona grzywka do góry, teraz była rozrzucona w każdą stronę. Opanowałam śmiech i tylko lekko się uśmiechnęłam.

-Co ty tutaj jeszcze robisz? Nie powinieneś załatwiać swoich spraw?

-Byłem właśnie w zakładzie pogrzebowym i pozałatwiałem wszystko.-westchnął. I pomyślałem, że masz już dość tych szpitalnych kanapek i kupiłem coś bardziej smaczniejszego.

-Dziękuję, ale nie musiałeś.

-Musiałem. U ciebie jak? Masz już jakieś informacje na temat mamy i brata?

-Teraz to jestem już sama. Pójdę tylko do lekarzy, po akty zgonu i muszę iść do zakładu.. do tego wszystkiego nie mogę dodzwonić się do mojego przyjaciela.


-Przykro mi Kate. Pójdę z tobą i ci pomogę jeśli chcesz.

-To miłe i tym razem się zgodzę.

-Idź a ja tu zaczekam na ciebie – uśmiechnął się pokrzepiająco.


Westchnęłam i weszłam do gabinetu, w którym siedział doktor Hemmings. Gabinet był całkiem przytulny. Miał niebieskie ściany i biały dywan. Pod oknem stało biurko w kolorze olchy, a po bokach były szafki z dużymi teczkami. Usiadłam na fotelu, naprzeciw niego.

-Pani Douglas. Bardzo nam przykro z powodu stracenia rodziny. Niech pani przyjmie ode mnie najszczersze kondolencje. Z tego co mi wiadomo, dostanie pani odszkodowanie z powodu straty rodziny. Będzie pani mogła opłacić za to pogrzeb.

-Bardzo dziękuję państwu za to co zrobiliście.

-Nie ma za co, to nasza praca. Proszę oto akty zgonu. Jeszcze raz proszę przyjąć najszczersze kondolencje.

-Dziękuję. Do widzenia.-uśmiechnęłam się lekko i wyszłam. Zobaczyłam Niall'a siedzącego i
trzymającego w rękach moje śniadanie. Zapomniałam o nim, ale to nie jest teraz dla mnie ważne. Popatrzył na mnie tymi swoimi pięknymi oczami i się uśmiechnął.

-To co. Idziemy?-powiedziałam.

-Jasne. Zjedz coś, bo nic nie jadłaś – podał mi torebkę, w której znajdowała się muffinka i jakaś bułka.

Podziękowałam mu i wyszliśmy na zewnątrz. Na polu było mroźno, ale jak co roku w Londynie. Nawet nie czułam tej magii świąt. Dziś jest Boże Narodzenie, i zamiast siedzieć z rodziną w domu, przy kominku to idę do zakładu pogrzebowego. I potem mówić, że życie jest piękne. No pewnie. Jestem tak szczęśliwa jak nigdy. Moje życie to jedna wielka porażka. Mam tylko jedno wyjście. Muszę wziąć się w garść i pomału zacząć żyć od nowa. Widziałam jak Niall'owi skacze szczęka z zimna. No w sumie to się nie dziwię. Cienka kurteczka, bez czapki, rękawiczek i szala. Dobrze, że chociaż miał buty zimowe.

-Zimno ci?-zapytałam.

-Jest mi gorąco-powiedział, przewracając oczami.

Zaśmiałam się zaproponowałam mu byśmy weszli do pobliskiej kawiarni i się trochę zagrzali. Zgodził się, weszliśmy i od razu lepiej. Nie dość, że było ciepło to do tego jeszcze przytulnie. Ściany obłożone były boazerią w kolorze ciemnego brązu a pod ścianami były poustawiane stoli czteroosobowe w kolorze czarnym. Na stolikach były białe obrusy i wazoniki z białymi tulipanami. W rogu kawiarni znajdował się kominek, przy którym można było się ogrzać. Wybraliśmy stolik w rogu pod ścianą i zamówiliśmy po gorącej czekoladzie i muffince.

-Więc co teraz zrobisz? - jako pierwszy odezwał się Niall.

-Jak co zrobię?

-No po pogrzebie.

-Właściwie to nie wiem. Sprzedam mieszkanie i kupię jakieś mniejsze.

-Ale się chyba nie wyprowadzisz z Londynu co?

-Nie wiem. I tak tutaj nie mam nikogo.

-Jeszcze jestem ja.-powiedział, uśmiechając się.

1 komentarz:

Orbitka Szablonovo